Start JUTRObiuro turystyczne turysta koszalin Biuro podróży podróżniczek Wrocław Biuro polowań polowanie na Białorusi Biuro podróży Krakowska Kraków Biuro Nieruchomości Bochnia Brzesko Biuro numerów numery prywatne Biuro podruzy LOT w Łodzi Biuro Studiów i Ekspertyz Sejmu Biuro Podróży Wolski Kołobrzeg Biuro Turystyki Aktywnej HORN male zielone robaki na kwiatach
banki spoldzielcze kredyty 12
czarna pedagoika
kod pocztowy Lodz
 

JUTRO

Temat: Ziobro: Laptop uszkodzony pod koniec 2006 r. po...
Zbyniu nie tylko podpie..l laptop
z zawartoscia ale kradl z biura meble i obrazy.Laptop rzucil na koniec na
wierzch grabionego dobytku.Kombinuje jak kon pod gore nie tak dawno mowil ze
jechal samochodem i pies mu wyskoczyl pod kola i po hamowaniu lap mu upadl i sie
zepsol.Czekam na informacje czy w aucie byla wanna wassermana z prokuratorem z
Katowic pelna wody.Znajac gamonia i jego umiejetnosci kierowania czymkolwiek
prawdopodobienstwo ze tamtemu fajtlapie laptop z lap wypadl i sie utopil.Jak sie
utopil to po nim.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,902,75342726,75342726,Ziobro_Laptop_uszkodzony_pod_koniec_2006_r_po_.html



Temat: Opowieści dziwnej treści
Opowieści dziwnej treści
Part I - Witrynka.
Kiedyś namiętnie kupowałam gazetę "ANONSE". Wczytywałam się w ogłoszenia i
szukałam, szukałam...Trafiłam kiedyś na anons o starej szafie. Wymiary szafy
wydały mi się "podejrzane". Zadzwoniłam. Telefon odebrała kobieta mocno
zmęczona życiem. Po zamienieniu z nią dwóch zdań już wiedziałam, że nie wie co
ma. Zaczęłam wypytywać. O dokładne wymiary, kolor, stan itp. itd. Pani na
koniec opowiedziała mi, jaki to ten mebel był brzydki, brązowy i stary. I że
go z wnuczką odmalowały na czarno. A te, te takie rzeźbione na złoto. I że po
tych zabiegach ładnie wygląda. Zadzwoniłam do małża i nadałam temat.
Wieczorem pojechaliśmy pod podany adres. Długo nikogo nie było. Już chcieliśmy
jechać do chałupy. W końcu wróciła z pracy właścicielka "szafy". Jak
zobaczyłam mebel, to dostałam palpitacji. Ze mnie handlarz jak z mysiej dupy
Reisentasche. Całe szczęście, że małż po swoich przodkach ma żyłę (nie żyłkę)
do handlu. Kupiliśmy "szafę" za śmieszne pieniądze. Pojechała do naszego
ówczesnego warsztatu. Delikatnie zaczęłam ją rozbierać. Małż z kumplem
siedzieli na kanapie żłopiąc piwo, a mi w pewnym momencie zaczęły się trząść
łapy po zrobieniu odkrywki. Mahoń piramida. Telefon do znajomego renowatora:
"Zrobisz?". Marudził, że nie chce, że mu się nie opłaca grzebać w sztruclach.
Stanęło na tym , że w weekend "szafę" przywieziemy i obejrzy. Jak mebel
zobaczył, to zaświeciły mu się oczy. Na dzień dobry zapłaciłam kilka stówek
jako zadatek. Umówiliśmy się za 4 tygodnie na odbiór. Po 4 tygodniach, a może
i 5, jak wlazłam do jego biura i zobaczyłam moją witrynkę, to mi łzy w oczach
stanęły. Dopłaciłam kolejne parę stówek. Renowator bardzo chciał ją od nas
odkupić. I kilku jego klientów, którzy szwendali się po warsztacie. Do żadnego
z moich mebli nie mam takiego sentymentu, jak do tej witrynki.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,43139,50985173,50985173,Opowiesci_dziwnej_tresci.html


Temat: HOLOCAUST, wiwisekcja dzisiaj - fragmenty ksiazki
Klatki ze zwierzętami mieściły się na trzech piętrach budynku. Do dwóch z nich
można się było dostać windą lub schodami prowadzącymi do piwnicy, a mówiąc
ściślej, do kamiennych korytarzy wykutych w skale na jakiej zbudowano budynek
laboratorium. W korytarzu tym były oświetlone neonówkami, klimatyzowane
pomieszczenia z klatkami wypełnionymi zwierzętami. Na podłodze każdej sekcji,
niedaleko schodów, znajdowały się wielkie sterylizatory, których funkcją
przypuszczalnie było zapewnienie wentylacji i dezynfekcja tego miejsca.

W tej makabrycznej scenerii, w pomieszczeniach bez okien, setki, a być może
tysiące zwierząt czekały na swą kolej – jedne obok drugich i jedne nad drugim,
klatka przy klatce i klatka nad klatką, rzędy klatek sięgające sufitu,
poustawiane od jednej ściany do drugiej. Pomieszczenia wypełnione łapami,
ciałami, zaniepokojonymi oczami – wszystkie z nich czekał ten sam los.

Był tam też pokój z małpami zamkniętymi w metalowych klatkach, także
ustawionych rzędami, obok siebie, lub jedna na drugiej, wzdłuż całej długości
ściany. Około 10 do 12 małp wyciągało ręce spomiędzy metalowych prętów klatek,
jakby prosząc o pomoc.

Piętro wyżej, w pobliżu laboratoriów znajdowały się psy. Aby się tam dostać,
należało pokonać labirynt korytarzy i wąskich schodów. Zatrważająca sceneria –
długi, ciemny korytarz bez okien, po lewej stronie stały stojaki, na których
wisiały fartuchy i białe płaszcze; za nimi znajdowały się drzwi. Prowadziły one
do pokoiku o powierzchni około 1 m2, w którym była umywalka, a na prawej jego
ścianie były kolejne drzwi. Na tych drugich drzwiach widniał napis: "Wejście
tylko dla przeprowadzania pomiarów higienicznych". Pokój był ciemny, bez okien
i był tak mały, że aby się móc w nim poruszać, trzeba było zamknąć drzwi. Za
tymi drugimi drzwiami był kolejny pokój, identyczny do poprzedniego, o
powierzchni około 1 m2, po prawej stronie umywalka i naprzeciwko taki sam napis
jak poprzednio. Trzecie drzwi prowadziły do jakiejś pozbawionej okien,
pogrążonej w półmroku graciarni – bez mebli, z sianem na podłodze. Drzwi po
prawej prowadziły do długiego korytarza z hermetycznie zamykanymi drzwiami,
które wyglądały jak drzwi opancerzone. Solidne, zamknięte na cztery spusty
drzwi – zapewne były to drzwi do laboratoriów. Po drugiej stronie w pokoju-
graciarni znajdował się właz prowadzący do kolejnego korytarza, w którym
znajdowały się skrzynki, prawdopodobnie dla psów. Skrzynki te były puste z
oczywistego powodu – było letnie popołudnie, ostatni dzień przed wakacjami.
Przeznaczone dla psów wybranych do kolejnych eksperymentów, skrzynki te były
tego dnia puste.

Nagle, w pokoju-graciarni zgasło światło. Grupa potajemnych gości zaczęła się
przemieszczać w stronę światła i przeszła wzdłuż korytarzem z poustawianymi
skrzynkami, do kolejnego korytarza. Klucząc wśród korytarzy nasza grupa doszła
do tylnich drzwi wyjściowych szpitala naprzeciwko wejścia.

Jednak inspekcja nie została jeszcze zakończona. Za schodami prowadzącymi do
piwnicy znajdowały się jakieś wielkie drzwi, niczym brama do magazynu. Wewnątrz
znajdowało się dwadzieścia psów zamkniętych w klatkach ustawionych rzędami
jedna na drugiej. Klatki te zrobione były jedynie z metalowych prętów, więc
zwierzęta miały trudności ze staniem w nich, ponieważ łapy wślizgiwały się im
pomiędzy pręty. Widząc gości, psy zaczęły szczekać i uczyniły straszny zgiełk.
Szpital został zaalarmowany. W biurach działu administracji, za wyjściem,
pracownicy podnieśli swe głowy. Teraz nastał najwyższy czas, by zrobić zdjęcia –
fotografie, na których będzie można zobaczyć oczy uwięzionych zwierząt, oczy,
które nigdy już nie zobaczą promieni słońca, oczy zwierząt, które po wakacjach
zostaną zabrane z klatek i znikną za tymi opancerzonymi drzwiami.

Nasi nieproszeni goście mieli dokładnie tyle czasu, by wyjść niepostrzeżenie.
Wkrótce po tym wysłali zdjęcia oraz szczegółowy raport do ATRA (Szwajcarskie
Towarzystwo Antywiwisekcyjne), która zareagowała natychmiast – kopie tych zdjęć
rozesłane zostały do wszystkich redakcji prasowych, a dyrektora Centralnego
Laboratorium Biologii (BZL), dr Wolf H. Weihe pozwano do sądu w ZĂźrichu za
znęcanie się nad zwierzętami oraz łamanie Federalnego Prawa Ochrony Zwierząt.
Poinformowano o tym także Biuro Weterynarii w ZĂźrichu. Natomiast 30 sierpnia
1982 r. pojawił się długi artykuł w Tages Anzeiger, który zawierał dwa zdjęcia
psów i zwracał uwagę czytelników na warunki panujące w BZL. Inne gazety także
wspomniały o tym wydarzeniu. Jak zawsze w takich wypadkach, rekcja opinii
publicznej była żywa i spontaniczna, lecz jak zareagowały władze? Z przyczyn
proceduralnych pozew sądowy złożony przez ATRA został odesłany do sądu
pierwszej instancji. Oficjalne oświadczenie sądu w tej sprawie wydane 25
stycznia 1983 r.: Maltretowanie zwierząt? Łamanie prawa? Nie ma na to żadnych
dowodów!

www.szalonykowboj.com
aerzte-gegen-tierversuche.de
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,30,11655043,11655043,HOLOCAUST_wiwisekcja_dzisiaj_fragmenty_ksiazki.html