Start JUTRObiuro turystyczne turysta koszalin Biuro podróży podróżniczek Wrocław Biuro polowań polowanie na Białorusi Biuro podróży Krakowska Kraków Biuro Nieruchomości Bochnia Brzesko Biuro numerów numery prywatne Biuro podruzy LOT w Łodzi Biuro Studiów i Ekspertyz Sejmu Biuro Podróży Wolski Kołobrzeg Biuro Turystyki Aktywnej HORN cleoni kinkiet caspe 40 pelny
lahka muza
toshara 1 7 czy 1 8
levar burton
webpralki przemyslowe poznan
 

JUTRO

Temat: Pismo z Best- czy moge negocjować?

  Koszty sądowe wynikają z:
1) ustawy o kosztach sądowych
2) rozporządzeń w sprawie stawek adwokatów i radców prawnych - są widełki, odnośnie tego, ile pełnomocnik fachowy może domagać się za sprawę o danej wartości przedmiotu sporu

koszty radcowskie - Biuletyn Informacji Publicznej - WSA w Kielcach
koszty adwokackie - KOSZTY ADWOKACJIE - PRAWNIK

Co do wysokości odsetek - wynikają one z pewnością z umowy kredytu, którą zaakceptowałaś.
Źródło: forumprawne.org/showthread.php?t=110491



Temat: "Lato z Jedynką" w Gołdapi
Jeli link nie dziala to zamieszczam tresc z gazeta.pl




Haracz dla TVP za "Lato z Jedynką"


Jeśli chcecie, by w waszym mieście gościł program "Lato z Jedynką", musicie nam zapłacić - taką ofertę składa władzom samorządowym miast i miasteczek TVP. Większość płaci

Program "Lato z Jedynką" to jedna z głównych atrakcji wakacyjnego programu telewizji publicznej. Nadawany jest na żywo codziennie z innego miasta. W czwartek gościł w Kielcach. Miasto zapłaciło za to 24 tysiące złotych. - Telewizja wyjaśniła, że współfinansowanie to warunek realizacji, bo mają zbyt mały budżet. A ponieważ kwota w porównaniu z innymi akcjami promocyjnymi jest niewielka, więc się zdecydowaliśmy - wyjaśnia Wojciech Lubawski, prezydent Kielc.

Początkowo przedstawiciel telewizji chciał, by miasto dofinansowało też noclegi dla ekipy. - Na to się jednak nie zgodziliśmy. Oferta jest atrakcyjna, ale i tak uważam, że telewizja publiczna wymusiła na nas haracz. Przecież już płacimy abonament, który idzie na jej finansowanie - mówi Maciej Frankiewicz zajmujący się promocją w kieleckim magistracie. Dodaje, że samorząd był praktycznie bez wyjścia, bo usłyszeli "albo płacicie, albo u was tego nie robimy".

Jak wynika z umowy podpisanej przez Telewizję Polską SA i kielecki magistrat, pieniądze są "wkładem finansowym miasta w realizację wspólnego przedsięwzięcia", jakim jest program "Lato z Jedynką". W umowie zapisano też, że celem programu jest "przedstawienie widzom miasta Kielce jego problemów, inicjatyw obywatelskich dla rozwoju regionu (...), twórców związanych z regionem, informacji ważnych dla turystów odwiedzających region i ewentualnie kuchni regionalnej".

Okazuje się, że inne miasta były w podobnej sytuacji. Zamość za program wyłożył 20 tys. zł, chociaż w pierwszej wersji telewizja życzyła sobie jeszcze pokrycia kosztów noclegów. Podobnie było w Płocku, choć tam władzom udało się trochę wytargować. - Zapłaciliśmy 20 tys., choć pierwotna oferta była znacznie wyższa - informuje Lena Grabowska z biura prasowego UM w Płocku. Niewielki Biłgoraj też zapłacił 20 tys. zł. - Telewizja zapewniła nas, że to standardowa stawka dla samorządów - tłumaczy Janusz Rosłan, burmistrz Biłgoraju.

Okazuje się jednak, że nie wszyscy muszą płacić. Tak było w Lublinie. - Dostaliśmy propozycję od telewizji i nie było mowy o pieniądzach. Przygotowaliśmy tylko materiały informacyjne i pomogliśmy przy realizacji niektórych tematów. Tak naprawdę jedynym wydatkiem był wspólny obiad, na który prezydent miasta zaprosił prowadzących program - mówi Tomasz Rakowski, rzecznik prasowy prezydenta Lublina.

Za emisje nie zapłacił też Toruń, od którego telewizja w pierwszej wersji zażądała 30 tys. zł i noclegów dla ekipy. - Byłem oburzony tą propozycją - opowiada Andrzej Szmak, dyrektor wydziału informacji promocji i turystyki UM Toruń. - To jakaś patologia. Przecież to telewizja publiczna, ma do spełnienia misję, w ramach której ma prezentować różne części naszego kraju, nie tylko Warszawę. Natychmiast napisałem skargę do szefów "Jedynki" i przypomniałem o tym. Kilka dni później dostałem telefon z prośbą tylko o noclegi dla części ekipy i o niechwalenie się tym rozwiązaniem. W sumie program kosztował nas ok. 2 tys. zł - podsumowuje Szmak. Jego zdaniem telewizja żąda pieniędzy tylko od mniejszych miast, gdzie pokusa wystąpienia i wypromowania się w ten sposób jest większa.

Jarosław Szczepański, rzecznik TVP, wyjaśnia, że współfinansowanie programów w telewizji publicznej to normalna procedura. - Od dawna obowiązuje zasada, że programy promocyjne, takie jak ten, są współfinansowane. Podpisujemy wtedy standardowe umowy, które obowiązują już od kilku lat - mówi Szczepański. Nie widzi w tym nic nieetycznego. - Tylko jedna trzecia naszego budżetu to pieniądze z abonamentu. To wystarcza na minimalny, siermiężny program. Pieniądze na lepszy program pochodzą z reklam i takich akcji promocyjnych. Trzeba więc płacić - twierdzi Szczepański.

Telewizja pobierając opłatę od miast powinna poinformować o tym widzów. - Programy promocyjne powinny być oznaczone w odpowiedni sposób. W tym przypadku takiej informacji nie ma. To złamamie ogólno przyjętych zasad - ocenia Juliusz Braun, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Źródło: goldap.info.pl/viewtopic.php?t=162


Temat: Stephena D
http://www.qnwortal.com/artykul_1498

Wyrok dla Stephena D. za znęcanie się nad końmi 6 stycznia
Znęcanie się nad końmi Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, 6 stycznia Sąd Rejonowy w Końskich (Świętokrzyskie) ogłosi wyrok w procesie Ewy K. i obywatela brytyjskiego Stephena D., oskarżonych o znęcanie się nad końmi. We wtorek sąd zakończył przewód sądowy w tej sprawie. Rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach Marcin Chałoński poinformował, że prokurator zażądał dla Stephena D. roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, a dla Ewy K. dziesięciu miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. Dla obojga wnioskował o kilkuletni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z hodowlą zwierząt oraz o grzywnę.

Karina Schwerzler z Biura Lobbingu Prozwierzęcego powiedziała, że obrońcy zwierząt będący w tej sprawie oskarżycielami posiłkowymi zażądali dla obojga oskarżonych kary dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Domagali się także orzeczenia wobec nich zakazu działalności gospodarczej polegającej na hodowli zwierząt w maksymalnym przewidzianym prawem wymiarze, czyli na dziesięć lat. Ponadto wnioskowali o nawiązkę, zwrot kosztów leczenia i utrzymania koni, podanie do publicznej wiadomości danych oskarżonych oraz o przepadek koni na rzecz Skarbu Państwa.

Schwerzler dodała, że oskarżyciele posiłkowi wnieśli o zmianę kwalifikacji prawnej czynu na znęcanie ze szczególnym okrucieństwem.

Według rzecznika sądu obrońca oraz oskarżona wnieśli o uniewinnienie, a oskarżony o "sprawiedliwe osądzenie".

Proces rozpoczął się we wrześniu 2006 roku. Oskarżeni nie przyznają się do winy.
O tragedii koni informowaliśmy w tym newsie.

Według koneckiej prokuratury rejonowej oskarżeni wspólnie i w porozumieniu znęcali się nad końmi hodowanymi w Kornicy koło Końskich. Ewa K. świadomie dopuściła do tego, że Stephen D. zimą trzymał konie na odkrytej przestrzeni bez zapewnienia im wody i pożywienia. W rezultacie co najmniej siedem koni poniosło śmierć z wycieńczenia i wygłodzenia, a jednego chorego konia oskarżony zabił osobiście podcinając mu gardło.

Prokuratura ustaliła, że oskarżeni zaczęli latem hodować konie na łąkach w Kornicy w tzw. systemie naturalnym, bezstajennym. Ich celem było wyhodowanie koni o wysokiej odporności i wytrzymałości. Wizja hodowli koni realizowana przez Stephena D. zakładała, że zwierzęta muszą być całkowicie niezależne od pomocy człowieka. Twierdził on, że zimą konie same muszą wykopywać sobie pokarm spod śniegu.

W okresie objętym aktem oskarżenia - od stycznia do marca 2006 roku - zwierzęta chudły i traciły kondycję. Oskarżeni nie zmienili metod hodowli mimo interwencji mieszkańców pobliskiego Nałęczowa. Konie zaczęły padać z głodu, część zamarzła, gdy próbowały pić wodę z rzeki.

Na początku marca powiatowy lekarz weterynarii stwierdził, że ze stada 26 koni żyje 19, z czego część w stanie zagrożenia życia. Zawiadomił o sprawie prokuraturę. Po kilku dniach odkryto zwłoki konia z poderżniętym gardłem. Ustalono, że zwierzę zabił Stephen D.

W związku z zagrożeniem życia pozostałych koni w połowie marca działacze Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami odebrali je właścicielom i przetransportowali do stajni w innej miejscowości, gdzie zwierzętom zapewniono fachową opiekę weterynaryjną, żywność i wodę. Pomimo starań opiekunów i lekarzy dwa konie padły.

Według informacji podawanych przez media Stephen D. już wcześniej zajmował się hodowlą koni w różnych miejscach w Polsce.

info PAP
Wysłano dnia 30-12-2008 przez PAP
Źródło: forum.fundacjatara.info/viewtopic.php?t=976


Temat: Lato z jedynką w Biłgoraju
Jeśli chcecie, by w waszym mieście gościł program "Lato z Jedynką", musicie nam zapłacić - taką ofertę składa władzom samorządowym miast i miasteczek TVP. Większość płaci

Program "Lato z Jedynką" to jedna z głównych atrakcji wakacyjnego programu telewizji publicznej. Nadawany jest na żywo codziennie z innego miasta. W czwartek gościł w Kielcach. Miasto zapłaciło za to 24 tysiące złotych. - Telewizja wyjaśniła, że współfinansowanie to warunek realizacji, bo mają zbyt mały budżet. A ponieważ kwota w porównaniu z innymi akcjami promocyjnymi jest niewielka, więc się zdecydowaliśmy - wyjaśnia Wojciech Lubawski, prezydent Kielc.

Początkowo przedstawiciel telewizji chciał, by miasto dofinansowało też noclegi dla ekipy. - Na to się jednak nie zgodziliśmy. Oferta jest atrakcyjna, ale i tak uważam, że telewizja publiczna wymusiła na nas haracz. Przecież już płacimy abonament, który idzie na jej finansowanie - mówi Maciej Frankiewicz zajmujący się promocją w kieleckim magistracie. Dodaje, że samorząd był praktycznie bez wyjścia, bo usłyszeli "albo płacicie, albo u was tego nie robimy".

Jak wynika z umowy podpisanej przez Telewizję Polską SA i kielecki magistrat, pieniądze są "wkładem finansowym miasta w realizację wspólnego przedsięwzięcia", jakim jest program "Lato z Jedynką". W umowie zapisano też, że celem programu jest "przedstawienie widzom miasta Kielce jego problemów, inicjatyw obywatelskich dla rozwoju regionu (...), twórców związanych z regionem, informacji ważnych dla turystów odwiedzających region i ewentualnie kuchni regionalnej".

Okazuje się, że inne miasta były w podobnej sytuacji. Zamość za program wyłożył 20 tys. zł, chociaż w pierwszej wersji telewizja życzyła sobie jeszcze pokrycia kosztów noclegów. Podobnie było w Płocku, choć tam władzom udało się trochę wytargować. - Zapłaciliśmy 20 tys., choć pierwotna oferta była znacznie wyższa - informuje Lena Grabowska z biura prasowego UM w Płocku. Niewielki Biłgoraj też zapłacił 20 tys. zł. - Telewizja zapewniła nas, że to standardowa stawka dla samorządów - tłumaczy Janusz Rosłan, burmistrz Biłgoraju.

Okazuje się jednak, że nie wszyscy muszą płacić. Tak było w Lublinie. - Dostaliśmy propozycję od telewizji i nie było mowy o pieniądzach. Przygotowaliśmy tylko materiały informacyjne i pomogliśmy przy realizacji niektórych tematów. Tak naprawdę jedynym wydatkiem był wspólny obiad, na który prezydent miasta zaprosił prowadzących program - mówi Tomasz Rakowski, rzecznik prasowy prezydenta Lublina.

Za emisje nie zapłacił też Toruń, od którego telewizja w pierwszej wersji zażądała 30 tys. zł i noclegów dla ekipy. - Byłem oburzony tą propozycją - opowiada Andrzej Szmak, dyrektor wydziału informacji promocji i turystyki UM Toruń. - To jakaś patologia. Przecież to telewizja publiczna, ma do spełnienia misję, w ramach której ma prezentować różne części naszego kraju, nie tylko Warszawę. Natychmiast napisałem skargę do szefów "Jedynki" i przypomniałem o tym. Kilka dni później dostałem telefon z prośbą tylko o noclegi dla części ekipy i o niechwalenie się tym rozwiązaniem. W sumie program kosztował nas ok. 2 tys. zł - podsumowuje Szmak. Jego zdaniem telewizja żąda pieniędzy tylko od mniejszych miast, gdzie pokusa wystąpienia i wypromowania się w ten sposób jest większa.

Jarosław Szczepański, rzecznik TVP, wyjaśnia, że współfinansowanie programów w telewizji publicznej to normalna procedura. - Od dawna obowiązuje zasada, że programy promocyjne, takie jak ten, są współfinansowane. Podpisujemy wtedy standardowe umowy, które obowiązują już od kilku lat - mówi Szczepański. Nie widzi w tym nic nieetycznego. - Tylko jedna trzecia naszego budżetu to pieniądze z abonamentu. To wystarcza na minimalny, siermiężny program. Pieniądze na lepszy program pochodzą z reklam i takich akcji promocyjnych. Trzeba więc płacić - twierdzi Szczepański.

Telewizja pobierając opłatę od miast powinna poinformować o tym widzów. - Programy promocyjne powinny być oznaczone w odpowiedni sposób. W tym przypadku takiej informacji nie ma. To złamamie ogólno przyjętych zasad - ocenia Juliusz Braun, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

cytat za żydowska masonska antypolska gazeta wyborcza:P:P:P (dla mniej lotnych to ironia)
Źródło: forum.roztocze.net/viewtopic.php?t=987