Start JUTRObiuro turystyczne turysta koszalin Biuro podróży podróżniczek Wrocław Biuro polowań polowanie na Białorusi Biuro podróży Krakowska Kraków Biuro Nieruchomości Bochnia Brzesko Biuro numerów numery prywatne Biuro podruzy LOT w Łodzi Biuro Studiów i Ekspertyz Sejmu Biuro Podróży Wolski Kołobrzeg Biuro Turystyki Aktywnej HORN co robić nalałem do kosiarki benzynę z olejem
18 tydzien
augustów i okolice ośrodek mpec
betoniarka xmf
 

JUTRO

Temat: biuro rachunkowe (szukam)
Hello pl-regionalne-trojmiasto,

  szukam jakiegos dobrego biura rachunkowego. mam zamiar otworzyc wlasna
  dzialalnosc gospodarcza (informatyka, tworzenie oprogramowania) i
  nie mam ochoty jezdzic po skarbowkach i innych takich.

  najlepiej w gdyni ;)

  odwiedzilem kilka biur, to sie troche podlamalem - wiekszosc albo w
  mieszkaniach albo wyglada tak jakby tam oprocz ksiegowosci byla co
  najmniej hurtownia fmcg.

  no i koszta. faktur miesiecznie bedzie gora 20, wiec ile mozna za
  cos takiego dac? i czy nie lepiej zatrudnic sobie ksiegowa ?


Źródło: topranking.pl/1754/biuro,rachunkowe,szukam.php


Temat: Dobre biuro ksiegowe do prowadzenia malej firmy

John Smith wrote:
Chce zlecic prowadzenie ksiegowosci firmy.
firma Handlowo Uslugowa . Narazie jednososbowa.
Szukam dobrego biura ktoro naprawde zna sie na rzeczy.
Najlepiej w Gdansku.
Jakie polecacie ?. Ewentualnie cena za miesiac ?

Pozdro


cesc

ja korzystam z tego - www.marszalkowski.pl

Gosc ktory prowadzi to biuro jest naprawde elastyczny w swoim dzialaniu.
I nie jest to biuro dzialajace na zasadzie
1. dokumenty do 10-go, odebrac przelewy 15-go.
Zawsze mozesz do nich zadzwonic czy napisac jesli masz jakies
watpliwosci czy problem i nie zbeda Cie brakiem czasu

Co prawda jest w gdyni, ale odbieraja dokumenty u Ciebie w biurze. I z
tego co wiem dzialaja w calym 3-city.

w.


Źródło: topranking.pl/1756/dobre,biuro,ksiegowe,do,prowadzenia,malej.php


Temat: Ludobojstwo w Gdyni-Grudzien 70
ZDEMORALIZOWANA WLADZA
Grzegorzu,
Tak, to prawda – niebezpieczenstwo, trudne warunki pracy, zawsze byly mocnym
spoiwem. Tak jak w kopalni, gdzie ludzie w brygadach znali sie jak “lyse
konie”, bo trzeba bylo zawsze polegac jeden na drugim, wiedziec, miec pewnosc,
ze ten czy inny koles nie pusci na ciebie wozkow, ze solidnie wykona podpory,
ze ostrzeze w pore itd, tak samo w roznych pracach montazowych trzeba bylo
ciagle polegac na innych. Wystarczylo wiec pare lat wspolnej pracy i ludzie
stawali sie czescia wspolnoty, ktora miala swoja wlasna podmiotowosc, swoj
wlasny kodeks etyczny, poczucie godnosci i solidarnosci. Partyjne arparatczyki
tego w ogole nie rozumialy. W Grudniu’70 dala o sobie znac glownie solidarnosc
robotnicza - wtedy jeszcze wladzy udawalo sie dzielic spoleczenstwo.
Gdzieniegdzie w strajkach ujawnily sie wtedy nawet anty-inteligenckie nastroje
wsrod robotnikow. Znam przypadek, kiedy jednym z postulatow bylo zwolnienie z
zakladu wszystkich “umyslowych”. Dyrektor negocjujacy te postulaty spytal, no
jak to, a ksiegowosc, finanse, naliczanie kosztow, przygotowanie wyplat? – No
to kasjera zostawic? – padla odpowiedz. :-)
10 lat pozniej okazalo sie jednak, ze “umyslowi” sa takze czescia tej wielkiej
wspolnoty, staneli w protescie ramie w ramie z “robotnikami”…

To co Jorlus prezentuje, to jest nie tylko wazeliniarstwo, to jest rowniez
swoisty rodzaj bezradnosci wynikajacy, z jednej strony ze strachu przed szefem,
z drugiej ze strachu przed …ludzmi, przed wspolpracownikami, bo nie poczuwa sie
wlasnie do zadnej wspolnoty z nimi!!
Jorlus nie zdaje sobie nawet sprawy, ze w kazdym efektywnie zarzadzanym
przedsiebiorstwie kapitalistycznym, tego rodzaju ludzie jak on, sa zwyklymi
zawalidrogami. Firmy, w ktorych pracownicy, w tym wlasnie zwykli robotnicy, nie
czuja emocjonalnego zwiazku ze swoim miejscem pracy, nie czuja sie czescia
wspolnoty - tak naprawde nie maja na dluzsza mete szans rozwoju, nie moga byc
innowacyjne, nie sa wiec w stanie konkurowac z takimi firmami, gdzie pracownicy
czuja sie, jezeli nie czescia jednej wielkiej rodziny, to przynajmniej czescia
druzyny, ktora ostro prze do zwyciestwa nad konkurencja. Jest to juz dzisiaj
dobrze znana regula, jest na ten temat mase fachowej literatury, za regula ta
kryja sie wlasnie sukcesy swiatowe wielu azjatyckich “tygrysow”.

Od wielu lat pracuje w zagranicznych firmach, ktore zdobywaja sukcesy na
rynkach swiatowych. Niedawno zostalem “podkupiony” przez dynamicznie
rozwijajaca sie firme, aby kierowac w niej projektami budowy dosc
skomplikowanych urzadzen. Jednym z najwazniejszych kryteriow wyboru mojej osoby
na to odpowiedzialne stanowisko byla wlasnie umiejetnosc komunikowania sie z
pracownikami na wszystkich szczeblach zarzadzania, w tym wlasnie umiejetnosc
okazywania …serdecznosci tym, ktorzy sa ta “sola ziemi czarnej’, czyli
robotnikom. Bardzo, dlugo sprawdzano moja przeszlosc zawodowa, i to pod wieloma
wzgledami. W ramach tego “przeswietlania” dotarto nawet do moich zajadlych
wrogow!! Kiedy uwaznie przeanalizowalem kryteria, ktorymi sie ostatecznie
kierowano przy wyborze okazalo sie, ze moje wyksztalcenie, doswiadczenie
zawodowe, umiejetnosci obslugi roznego rodzaju sprzetu, programow
komputerowych, wynalazki, sprawnosc fizyczna, praktyka warsztatowa, wszystko to
odegralo zupelnie drugorzedna role – najwazniejsze bylo to kim jestem jako
czlowiek. Wyszlo im, ze …kocham ludzi!! To dawalo moim pracodawcom jakas mala
gwarancje, ze dzieki temu bede moze wartosciowym czlonkiem istniejacego juz i
dobrze ze soba wspolpracujacego zespolu, w tym, uwaga, uwaga: monterow
urzadzen, ktorzy przed wdrozeniem czegokolwiek do produkcji maja mozliwosc
wgladu do projektow i okazje to wyrazenia swojej opinii!!!

Przeciez dzisiaj ta granica miedzy “robotnikiem”, a “umyslowym”, ktora nam tu
durny Jorlus ciagle “wytycza”, coraz bardziej, coraz szybciej sie zaciera.
Operator obrabiarki sterowanej numerycznie (“robotnik”) jednego dnia stoi przy
maszynie, ale nastepnego dnia przechodzi do biura, gdzie opracowuje dla tej
obrabiarki program komputerowy, jest wiec programista. Mechanik czy elektryk,
ktory podsuwa mi pomysl usprawnienia czegos tam w zaprojektowanym przeze mnie
urzadzeniu jest dla mnie wynalazca, wspoltworca tej maszyny, a nie
zadnym “robolem”. Wspolnie jestesmy czescia tego samego “organizmu”, ktory
stara sie sprawnie produkowac, zdobywac rynki, konkurowac z innymi
producentami. Wlasciciel firmy jest w tym ukladzie partnerem, organizatorem
finansow, tworca polityki i programu rozwoju, a przy okazji …najwiekszym
ryzykantem w tej grze :-))) Szanujemy go za to. Ten wlasciciel, jako
nasza “wladza”, daleki jest od jakiejkolwiek arogancji. Jest czlowiekiem
sympatycznym, dlatego wlasnie pracuje dla niego grupa calkiem niezlych
fachowcow. Dobijamy wlasnie nasza konkurencje, ktorej wlasciciel znany jest w
srodowisku jako nieokrzesany cham. Dlatego wlasnie udalo nam sie latwo przejac
jego najlepszych pracownikow.

Okazuje sie, ze kapitalizm z “ludzka twarza”, to nie jest zaden
wymysl “lewakow”, to jest po prostu naturalna droga rozwoju spoleczenstwa.
Wladza MUSI w tym ukladzie pelnic wobec spoleczenstwa role SLUZEBNA. No nie ma
innego wyjscia :-))

Jorlus, sam swiadek tamtych wydarzen, przypisujac teraz komunistycznym matolom,
ktorzy doprowadzili do zastrzelenia w Gdyni w Grudniu’70 niewinnych ludzi,
jakichs tam pozytywnych cech “zatroskanych ojcow narodu” (wyzej napisal nawet
o “trudnych decyzjach politykow”), obnaza sie tu jako chodzace nieszczescie,
ktore nadal nie rozumie co bylo FUNDAMENTALNIE ZLEGO w tamtym systemie, nie
rozumie wiec, ze tamta wladza byla po prostu do cna ZDEMORALIZOWANA.

Moze to, co tak szczesliwie rozni mnie teraz od Jorlusia, zawdzieczam temu, ze
wlasnie wtedy przed Grudniem’70 bylem wsrod tych, do ktorych potem strzelano,
bylem czlonkiem ich wspolnoty, przezywalem z nimi trudy dnia codziennego,
uczylem sie od nich rzemiosla? Ale moze to jest po prostu sprawa elementarnej
uczciwosci, ktorej mu brakuje?

Pozdrawiam
Dosiego Roku i Szczesc Boze
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,50,33592460,33592460,Ludobojstwo_w_Gdyni_Grudzien_70.html


Temat: Murem za dyrektorem
Wicemarszałek zapowiada kolejne kontrole, także sprawdzające jakość leczenia.
Nie ufa bowiem podawanym przez ośrodek wynikom i nie przekonuje go pozytywna
opinia prof. Bilikiewicza, który podkreśla, że dyr. Karaczyńska stworzyła
sprawny ośrodek, wykształciła znakomitą kadrę terapeutów i legitymuje się
znakomitymi wynikami leczenia.
Po opinie, jak prawidłowo może działać podobny wojewódzki ośrodek,
wicemarszałek odsyła do Smażyna, gdzie dyrektorem jest Jacek Sękiewicz. Ten
jednak nie chce wypowiadać się na temat Zapowiednika, uznając to za
niewłaściwe. Nie potwierdza ani nie zaprzecza informacji, że otrzymał
propozycję dyrektorowania w obu ośrodkach po ich połączeniu. - To zły pomysł -
mówi krótko. W kuluarowym rankingu kandydatów na stanowisko dyrektora w
Zapowiedniku pojawia się również pasierb Bogdana Borusewicza, który zajmował
się problemem uzależnień w Urzędzie Miasta w Gdyni. - Głoszący takie kłamliwe
opinie mierzą mnie miarą dyr. Karaczyńskiej, która zatrudniała najbliższą
rodzinę. Nigdy czegoś takiego nie robiłem i nie będę robił - zaprzecza
pogłoskom Borusewicz.
Kolejny problem to - zdaniem wicemarszałka - kontrowersyjna metoda reiki,
wykorzystywana w ośrodku jako terapia wspomagająca. Zdaniem księdza Grzegorza
Kluza, dyrektora Dominikańskiego Centrum Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach
Religijnych i Sektach w Gdańsku reiki "nie mieści się w kanonie nauk
medycznych", poprosił zatem w specjalnym piśmie do Urzędu Marszałkowskiego o
interwencję w Zapowiedniku. Ale to samo centrum na okładce swojego biuletynu
ostrzegało czerwonym znakiem "Stop" przed karate, medytacją, bioenergoterapią,
jogą i różdżkarstwem. Pozytywną opinię na temat reiki przysłało natomiast
Polskie Stowarzyszenie Psychologów i Terapeutów, a także prof. Bilikiewicz.
- Unikamy podawania naszym pacjentom leków, zwłaszcza przeciwbólowych, których
przecież używali jako środków odurzających, zanim trafili na leczenie - mówi
Przemysław Wajda. - Leki są oczywiście podawane, ale w sytuacjach zagrożenia
życia i te zalecane przez naszego lekarza w przypadku choroby - tłumaczy.
Zarzucana dyr. Karaczyńskiej "nielegalna ścinka drzew" według dokumentów z
gminy okazała się legalnym "usunięciem samosiewów z pasa przydrożnego".

Nagroda za uczciwość

Bezpośrednim powodem odwołania dyr. Karaczyńskiej była wykazana podczas
kontroli źle prowadzona księgowość. Zdaniem wicemarszałka Borusewicza, wbrew
wszelkim standardom i obowiązującym zasadom prawnym. Terapeuci przyznają, że
nie wszystko z tą księgowością było w porządku (m.in. nie była prowadzona
komputerowo), ale ich zdaniem, to argument za udzieleniem upomnienia bądź
nagany. Wicemarszałek uważa, że ze względu na wagę zarzutów nagana nie
wystarczyłaby. Nie odwoła swojej decyzji, chyba że inna kontrola wykaże, że w
Zapowiedniku wszystko działało prawidłowo. W ubiegłym tygodniu ośrodek był
kontrolowany przez zespół z Ministerstwa Zdrowia.
Na razie sytuacja jest patowa. Według terapeutów z Zapowiednika,
niesprawiedliwe odwołanie dyr. Karaczyńskiej jest zagrożeniem dla prawidłowego
procesu leczenia pacjentów ośrodka. Dlatego zgodnie złożyli wypowiedzenia.
Bogdan Borusewicz uznaje to za rodzaj demonstracji i oznakę, że w tym sporze
przestało już chodzić o pacjentów.
- Jeśli zaakceptujemy odwołanie Basi, przyznamy rację tym absurdalnym zarzutom
i będzie to znak dla naszych podopiecznych, że "na układy nie ma rady". A
uczymy ich, że w życiu najważniejsza jest uczciwość. To podstawa naszej
terapii - deklarują terapeuci. Tłumaczą też, że nie mogą realizować normalnego
programu terapeutycznego, bo w ośrodku brakuje dwóch terapeutów: odwołanej
Barbary Karaczyńskiej i Marka Burakowskiego, powołanego na stanowisko p.o.
dyrektora, który teraz zajmuje się papierkową robotą.
Wyjściem z patowej sytuacji mogłoby być pozostawienie Barbary Karaczyńskiej na
stanowisku terapeuty w Zapowiedniku. Taką możliwość dopuszcza marszałek woj.
pomorskiego, Jan Kozłowski. Ale jak mówi Marek Burakowski pracującego z Barbarą
Karaczyńską od 18 lat, byłoby to fikcją. - Realizujemy jej autorski program,
wszystkiego nas uczy, ona jest tu sercem i mózgiem. Liderem. Nie mógłbym nagle
zacząć udawać, że jestem od niej mądrzejszy. To fałsz. A w tym ośrodku nikt nie
akceptuje fałszu - podkreśla.
Sama dyrektor Karaczyńska twierdzi, że nie bardzo wie, jak miałaby się bronić
przed tymi wszystkimi zarzutami: - Przecież nie będę pisała oświadczeń. Żałuję
tylko, że ani wicemarszałek Borusewicz, ani marszałek Kozłowski nigdy nie
przyjechali do naszego ośrodka. Moglibyśmy usiąść do stołu i porozmawiać.
Nie poddaje się jednak i przygotowuje własną ofertę na stanowisko dyrektora
Zapowiednika. To nie konkurs, ale do składania takich ofert zaprosił marszałek
województwa. Terapeuci z ośrodka twierdzą, że to bardzo dobry kandydat, jest
jednym z 40 w Polsce terapeutów-specjalistów po kursie Biura ds. Narkomanii i
ma ponad 20-letnie doświadczenie. Ale zwątpili, czy będą się liczyły
kwalifikacje.
Jeszcze w zeszłym roku Rada Społeczna Zapowiednika, składająca się z
przedstawicieli wojewody i marszałka, wnioskowała o nagrodę dla dyr.
Karaczyńskiej. Jak wyjaśnia Jerzy Kortas, pomorski kurator i członek rady -
przesłanką były dobre wyniki prowadzonej tam terapii i to, że Zapowiednik jest
jedną z niewielu w Pomorskiem niezadłużoną budżetową placówką służby zdrowia,
finansowaną z ministerstwa. W styczniu 2003 r. wicemarszałek na otrzymanym
anonimie dopisał: "Do czasu kontroli zawieszam decyzję w sprawie premii".
Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, a mur nieporozumienia rośnie...

Beata Czechowska-Derkacz, dziennikarka "Głosu Wybrzeża"

powyższy artykuł umieścił na łamach forum Wojciech Olszewski
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,57,5602294,5602294,Murem_za_dyrektorem.html