Start JUTRObiznes PRZYCZEPA gastronomiczna kurczak biznes planu warsztat samochodowy biznesmen Mała Firma Forum biznesforum hodowla ryb rybek biznes planu sklepu spożywczego Biznes internetowy Strategie i modele biznes Przyczepa gastronomiczna Forum biznes filmowy droga do Hollywood -download biznesplan dla sklepu z art dla dzieci biznes soki domowej roboty mgc chatbox evo spolszczenie 18520
step up napisypl
klasyfikacji dzialalnosci pkd
bimber sklep
swietochłowoce
 

JUTRO

Temat: kupię książkę "KITE Szkoła kitesurfingu"

Na sztuce powiedzmy zarabiasz 8zł

błąd pierwszy

Absolutnie nie liczę kosztów związanych z powstaniem pozycji.

błąd drugi - bardzo powazny
krótko - wyjazd kilku osób w ciepłe - każda osoba X około 2tys
nie licząc ich wynagrodzenia..
skład graficzny - ktoś z branży wie ILE to kosztuje
sklad filmu, tłoczenie płyty itd
no i wreszcie DRUK 1 sztuki darmo nie jest
im taniej znajdziesz - tym lepiej - ale ..nie wypada by książka rozleciala sie po dwóch przeczytaniach z tego co wiem - moja sie NIE rozlatuje


EMPiK'i
śmiech na sali - do dziś sięnie rozliczyły z tego co wiem z wydawcą
wiec nie szukajcie drugiego wydania w tych ładnie wygladajacych z pozycji klienta salonach

i teraz zainwestuj mocne kilkadziesiąt tys zł (w małym nakładzie - więc cena jednostkowa rośnie) w samodzielny druk pozycji


i jeszcze jedno: NIE ZNIECHĘCAM DO NAPISANIA
- REALNIE OCENIAM , bo jestem PO tym wszystkim



Kasiaczek: ceny kursow..
KSIĄZKA NIGDY NIE ZASTĄPI KURSU
ma go wspomóc, jest narzędziem pomocniczym..
jasne - pomoże komuś kto i tak nie chce iść na kurs
przyda sie przed / w trakcie / i po kursie
ale nie zastąpi go..


co do "cen kursów"
możemy zrobić zaraz koleny biznes plan maly
..tym razem prowadzenia szkoły kite, bo widzę że wielu wydaje sie
ze to miód malina a do tego bułka z masłem
nieco realiów nie znacie...
..a choćby przykład kilku szkół które zniknely szybciej niż się pojawiły
pokazuje inaczej



pozdrawiam
Źródło: kiteforum.pl/forum/viewtopic.php?t=13278



Temat: [Sosnowiec] Plany, inwestycje, etc...

Sosnowiec szuka nowych inwestorów... na Dalekim Wschodzie


Chińskie inwestycje stają się w Polsce nie lada kąskiem dla gmin. Biznesmeni z Dalekiego Wschodu oferują miejsca pracy i szybki rozwój różnych gałęzi przemysłu. Nie jest jednak łatwo ściągnąć ich kapitał. O tym, że warto o to zabiegać, przekonał się już Koszalin, który jako pierwsze miasto w Polsce zdobył chińskiego inwestora. Sosnowiec chce pójść w jego ślady i zrobił w tym kierunku pierwszy krok.

Urząd Miejski w Sosnowcu wydrukował właśnie 500 informatorów o mieście specjalnie dla Chińczyków i po chińsku. (Dodatkowo 3 tys. wydrukowano po angielsku, francusku, niemiecku i polsku). Tłumaczenia oraz druk kosztowało gminę 32 tys. zł. Znalazły się tam m.in. informacje o Sosnowcu i regionie, lokalizacji miasta, obecnych inwestorach, jest w nich również scharakteryzowana lokalna gospodarka oraz rynek pracy

- Biorąc pod uwagę wielkość chińskiego rynku, naturalnym jest, że kapitał ten będzie gdzieś inwestowany. Jesteśmy więc przygotowani na ewentualne zainteresowanie ze strony chińskiego biznesu. Gmina razem z firmą CTL Maczki-Bór, dysponuje zrekultywowanymi terenami inwestycyjnymi - mówi Mateusz Rykała, pełnomocnik prezydenta miasta do spraw rozwoju i współpracy z zagranicą.

Informatory trafią do ambasady Chińskiej Republiki Ludowej, jej konsulatów oraz będą rozdawane delegacjom z Dalekiego Wschodu.

Według urzędników, atutami sosnowieckich terenów inwestycyjnych jest ich dobre skomunikowanie z drogami krajowymi, bliskość Euroterminalu w Sławkowie oraz lotniska w Pyrzowicach. Ważna jest również możliwość zwolnienia inwestora z podatku od gruntu, na przykład na 10 lat. Grzegorz Dąbrowski, rzecznik sosnowieckiego magistratu twierdzi, że Sosnowiec zrobił na razie pierwszy krok, by zainteresować Chińczyków miastem.

- Jesteśmy pierwszą gminą, która wydrukowała takie informatory po chińsku. Zastanawiamy się, czy nie zaprosić do Sosnowca jeszcze raz chińskiej delegacji. W ubiegłym roku miasto odwiedziły trzy delegacje biznesmenów z Chin - dodaje Grzegorz Dąbrowski.

- To za mało. Kraje Dalekiego Wschodu, to zupełnie inna kultura niż nasza, europejska. Dlatego, jeżeli Sosnowiec chce pozyskać inwestorów z Chin, to w Urzędzie Miejskim powinna pracować osoba znająca świetnie język chiński i tamtejszą kulturę. Właśnie ona powinna prowadzić wszelkie negocjacje - podpowiada Kamil Kajetanowicz, ekspert Centrum im. Adama Smitha.

-Ponadto dobrym wzorem w zabieganiu o inwestorów zewnętrznych są na przykład takie miasta jak Wrocław lub Łódź. Tam prezydenci powołali zespoły zajmujące się wyłącznie pomocą w pokonaniu przez inwestorów gąszczu przepisów - dodaje.

Mieczysław Bąk z Krajowej Izby Gospodarczej uważa, że gmina powinna jeszcze zbadać, którzy chińscy biznesmeni są zainteresowani inwestowaniem w krajach Unii Europejskiej.

Gdyby plany powiodły się, to stolica Zagłębia Dąbrowskiego, byłaby drugim w Polsce miastem z chińskim inwestorem. Pierwszym jest Koszalin. Prezydent tego miasta odebrał 18 listopada wyróżnienie dla miasta. Chiński Międzynarodowy Instytut Korporacji Ponadnarodowych, nadzorowany przez Ministerstwo Handlu ChRL przyznał Koszalinowi, jako jedynemu miastu w Polsce, tytuł jednego z najlepszych 18 miast zagranicznych do inwestowania dla chińskich przedsiębiorców.



Jak to było z Koszalinem?

W 2004 roku znaleźliśmy biznesmena, który zainteresowany był inwestowaniem w Polsce. Był on pierwszym nabywcą 6 hektarów ziemi w 22-hektarowej Specjalnej Strefie Ekonomicznej - mówi Mirosław Mikietyński, prezydent Koszalina.
Biznesmen zaczął od fabryki rowerów, potem zajął się również produkcją monitorów LCD i DVD.
Dwie hale produkcyjne zajmują 9 tys. mkw, budowana jest kolejna, która ma mieć 14 tys. mkw. W koszalińsko-chińskich fabrykach pracuje 260 osób. W sezonie zatrudnionych jest jeszcze 140. Inwestor otrzymał od gminy trzyletnią ulgę na podatek od nieruchomości. Miasto uzbroiło cały teren inwestycyjny (np. wybudowało drogi, położyło kanalizację) za około 2 mln zł.



Sebastian Reńca - POLSKA Dziennik Zachodni
Źródło: forum.gkw24.pl/viewtopic.php?t=94


Temat: Czasopismo
" />A ja mam pytanie do Iskierki: czemu ten wątek umieściłaś w "sprawach związkowych"? Przecież to PRYWATNE i KOMERCYJNE przedsięwzięcie ma jedynie taki związek ze Związkiem, że usiłuje się ZHKFwP wrabiać w wzięcie pod skrzydło kukułczego jaja. Umieszczając ten wątek tutaj powoduje się "missunderstanding" nawet u tych, którzy byli na zebraniu. Przykładem jest chociażby powyższy post Wawrzynka... Wawruś, to nie tak, wydawca nie chce, żeby Związek miał jakikolwiek wpływ decyzyjny na pismo, chciałby tylko mieć ZHKFwP jako sztandarowego figuranta.

W związku z tym, że pismo nie jest/ma być ani wydawane przez Związek, ani też pod jego egidą, zwracam się do administratora o przeniesienie tego wątku do właściwego działu. Nie określam dokładnie gdzie, bo nie mogę się zdecydować, czy odpowiedniejsze by były "towarzyskie" (w końcu to rozmowa o prywatnych planach biznesowych niektórych członków), czy "użytkowanie" (no bo w sumie w czym gazeta gorsza od sklepów internetowych?) - może ktoś z Was ma pomysł?

W czasie, kiedy pisałam ten post, dopisał się Jasper. Nie zmienię ani słowa w tym, co pisałam wcześniej, natomiast do Jaspera mam proste pytanie: skoro tak bardzo chcesz wydawać INTERNETOWE czasopismo pro publico bono, to dlaczego powtarzane w kółko apele o pisanie tekstów na równie internetową stronę związkową nie spotkały się z Twoim entuzjastycznym odzewem? Dla mnie pomiędzy Twoimi słowami a działaniem jest pewien, rzekłabym, że wyraźny rozdźwięk. Może wytłumaczę szerzej, a Ty oświeć mnie, jeśli się mylę.
Osoba, która chce działać na rzecz Związku i ma pomysł wydawania związkowej gazety w normalnym trybie przychodzi do ZHKFwP (czy do zarządu, czy na walnym) i mówi coś w stylu: "Słuchajcie, mam taki pomysł, żebyśmy zaczęli wydawać czasopismo o fryzach, takie związkowe. Proponuję, żeby zacząć od podstrony na związkowej, z wyraźnie anonsowanym wejściem z głównej, żeby było widoczne. Chętnie się tym zajmę, dysponuję .....(tu lista możliwości)..., które chętnie udostępnię. Jak nam się uda zebrać "grupę docelową" to moglibyśmy spróbować zacząć druk na papierze. Co Wy na to?". Ja na pewno taki pomysł przyjęłabym z radością, choć przestrzegając Cię, że strasznie trudno doprosić się o jakiś tekst, ale wierząc w entuzjazm i licząc, że przebijesz nim mury, których nam się jak dotąd nie udało.
Ty natomiast przyjąłeś zupełnie inną formę, charakterystyczną dla działania komercyjnego: "Mam zamiar wydawać takie pismo i pozyskiwać środki i sponsorów" (oczywiście nie jest to cytat, ale zamknęłam w tym jednym zdaniu kwintesencję Twoich wypowiedzi z walnego). Podstawą całości było silne podkreślenie 1 osoby liczby pojedynczej. A skoro Twoje "JA" robi coś dla siebie i na odrębnej stronie (podałeś adres, to nie jest adres strony związkowej), to nie jest to działalność związkowa, ani też pro publico bono, tylko czysto komercyjny TWÓJ WŁASNY biznes plan. Życzyłam Ci na zebraniu powodzenia i życzę nadal, jednak bardzo bym prosiła, żeby przysłowiowej koszki chwostem nie odwracać i jednak rzeczy po imieniu nazywać - działalność społeczną działalnością społeczną, a komercję komercją.
Stąd konkluzja ogólna dla mnie nadal jest taka, jak pisałam na początku.

A teraz już wysyłam ten post mimo, że pojawiły się w międzyczasie kolejne, ale jak tak dalej pójdzie, to nigdy nie skończyłabym pisać...
Źródło: koniefryzyjskie.org.pl/forum/viewtopic.php?t=92